wtorek, 10 stycznia 2017

"Nasze małżeństwo było postrzegane jako wielki błąd, więc to chyba mój największy życiowy błąd"



Dawno, dawno temu...

Księżniczka Margriet. Córka królowej Niderlandów, Juliany. Po ukończeniu studiów na Uniwersytecie w Montpellier decyduje się studiować prawo na Uniwersytecie w Lejdzie, gdzie kiedyś studiowała jej matka i siostra. To właśnie tam poznaje swojego przyszłego męża, Pietera van Vollenhovena.  Jest to 1963 rok.

Co można powiedzieć o Pieterze ? - Syn producenta plandek, pochodzący z małej wioski niedaleko Rotterdamu. Absolwent Montessori Lyceum Rotterdam. Pilot w Królewskich Siłach Powietrznych. Miłośnik muzyki, sportów powietrznych i fotografii. Sympatyczny, z poczuciem humoru i charyzmą. Właściwie można powiedzieć o nim wszystko - oprócz tego, że nie ma w sobie ani kropli "błękitnej" krwi.


Zanim doszło do ślubu zakochanych, musieli oni przejść długą i bolesną drogę do szczęśliwego zakończenia. Ich związek popierała tylko królowa Juliana, która, nauczona swoimi doświadczeniami małżeńskimi, od samego początku wspierała Margriet i Pietera. Przeciwnie nastawiony był książę Bernhard, następczyni tronu księżniczka Beatrix, ministrowie i pracownicy dworu. Człowiek z ludu w rodzinie królewskiej ? - To nie do pomyślenia!

Wszyscy mówili: To małżeństwo jest skazane na niepowodzenie. To zły wybór. Czy jesteś pewien, co robisz?

10 marca 1965, poprzez holenderską telewizję, królowa Juliana ogłosiła zaręczyny swojej córki.

Widzieliśmy jak ich przyjaźń rozwijała się do tych oświadczyn i jesteśmy szczęśliwi, dzieląc z wami naszą radość.


Holandia była bardzo podekscytowana kolejnym królewskim ślubem. W dodatku wybrankiem księżniczki Margriet był zwykły Holender, taki jak miliony innych.

Być może historia pokaże, że wybór małżonka był moją najlepszą decyzją.


Po ogłoszeniu zaręczyn rozpoczęły się kłopoty w kwestii samego ślubu. Margriet bardzo chciała aby odbył się w Hadze, tak jak robiły wszystkie holenderskie księżniczki (wyjąwszy jej dwie starsze siostry). Siostra Margriet, księżniczka Irene i jej mąż byli temu przeciwni, zwłaszcza, że kiedy oni chcieli się tam pobrać, nie dostali pozwolenia. Swoją ulubioną córkę poparł książę Bernhard, a jego księżniczka Armgard, babcia Margriet. Księżniczka Beatrix również nie była zadowolona z tej decyzji, również nie akceptowała zwykłego człowieka z ludu w swojej rodzinie (pomimo, że rodzinę van Vollenhoven można było uznać za bardziej "prestiżową" niż niemieckich van Amsbergów). Juliana chciała kompromisu, choć po cichu wspierała Margriet.

Premier Jo Cals otrzymywał różne sprzeczne komunikaty od różnych członków rodziny. Mówiono, że Margriet chce wziąć ślub w Baarn, mówiono, że rzekomą decyzję popiera królowa Juliana, mówiono, że książę Bernhard optuje za ślubem w Hadze. Tą ostatnią "nowinę" poprzedziły dwa gniewne telefony od księcia Bernharda do premiera, w których stanowczo wyraził swoje zdanie, aby ceremonia za żadne skarby nie odbyła się w Hadze. Rzekomo tego samego zdania była jego żona. Juliana - która słyszała całą rozmowę - zadzwoniła pięć minut później do Calsa, mówiąc, że nie ma nic przeciwko ślubowi w Hadze.

Początkowo premier nie chciał się mieszać do rodzinnej kłótni. Po długich dyskusjach decyzja została podjęta przez burmistrza Hagi, który powiedział, że jego miasto będzie wściekłe, jeśli ślub odbędzie się w innym miejscu.

Kolejnym argumentem ślubu w Hadze, było też to, że Margriet chciała za wszelką cenę udowodnić, że dzięki ślubowi z Holendrem z gminu można wzmocnić monarchię. W dodatku zakochaną księżniczkę popierała matka i z pewnością poparłaby babcia, księżniczka Wilhelmina (była królowa; Margriet z całej czwórki księżniczek była najbardziej związana z byłą monarchinią, często spędzała z nią weekendy w jej domu - Pałacu Het Loo), zmarła w 1962. Wilhelmina sądziła, że małżeństwo członka rodziny królewskiej ze zwykłym Holendrem wzmocniłaby więź między rodziną monarszą a ludem. Ponadto ogromnie nie lubiła arystokracji i nie chciała, aby mieli oni coś wspólnego z rodziną panującą.


Jedna z tych, która była przeciwna mariażowi - księżniczka Armgard nie uczestniczyła w ślubie na znak protestu. Oficjalnym powodem jej nieobecności była choroba.

Narzeczeni musieli czekać prawie dwa lata, by się pobrać. Jednym z powodów była wciąż niezamężna księżniczka Beatrix, następczyni tronu. Kiedy ta ogłosiła swoje zaręczyny z Clausem von Amsbergiem, pracownicy dworu zgodnie stwierdzili, że przyszła królowa musi mieć pierwszeństwo. Jej ślub odbył się w marcu 1966. Margriet i Pieter na swój wielki dzień musieli jeszcze trochę poczekać.


Patrząc wstecz nigdy nie żałowałem, że jesteśmy małżeństwem.

Wreszcie nadszedł. Upragniony 10 stycznia 1967. 

O godzinie dziesiątej para młoda opuszcza Pałac Huis ten Bosch i udaje się do haskiego ratusza. Ślub cywilny, odbywa się szybko i sprawnie. Pomimo, że ślub był dość wysoki rangą, przez chwilę zapomniano o konwenansach protokołu.




Zaraz potem wszyscy goście oraz nowożeńcy zbierają się w kościele św. Jakuba. Ślub kościelny, w obrządku protestanckim. Po długich latach sporów i nieporozumień zakochani mogą powiedzieć długo wyczekiwane "Ja".




Pierwszy taki ślub w rodzinie królewskiej. Pierwszy taki przypadek, gdy księżniczka poślubia zwykłego człowieka z ludu. Pieter van Vollenhoven do dziś jest jedynym mężczyzną wśród rodów panujących, który w pełni wykonuje królewskie obowiązki, nie mając tytułu.


Suknię ślubną księżniczki zaprojektowała Caroline Berge-Farwick z Maison Linette. Kreacja miała być klasyczna i miała nadawać się na ślub zimą. Była dość prosta i miała pięciometrowy tren. Z bliska można było zauważyć kwiatowe wzory, które miały być nawiązaniem do imienia panny młodej. Cały efekt dopełniała Pearl Button Tiara (wersja z guziczkami), krótki welon i bukiet stokrotek.


Tak oto wyglądała historia pary, której "małżeństwo było skazane na porażkę". W przeciągu kilkunastu następnych lat doczekali się czterech synów oraz jedenaściorga wnucząt.

Od pamiętnego 10 stycznia mija dziś 50 lat.


Jaki jest sekret udanego małżeństwa Margriet i Pietera ? - dobra komunikacja.

W każdym małżeństwie są chwile, gdy żyje się obok siebie. Czasami ważne jednak jest, aby pokazać gest dobrej woli. Musisz mieć też odwagę, aby dyskutować.

Obserwując każdy kolejny królewski ślub, sądzę, że warto powrócić do tej historii. Do historii holenderskiej księżniczki i jej "Kopciuszka". Oboje musieli bardzo długo walczyć o tą miłość. Jak widać, bajka potrafi mieć odwzorowanie w rzeczywistości.

Na koniec najtrafniejsze będzie chyba określenie:

I żyli długo i szczęśliwie.



Zdjęcia: Pinterest, Het Koninklijk Huis, De Oranjes

10 komentarzy:

  1. Cóż za wspaniała historia, tylko pozazdrościć takiej miłości

    OdpowiedzUsuń
  2. Bajkowa historia i chyba bardzo sympatyczna rodzinka, patrzac na zdjecia, z synami, wnukami i synowymi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ich przykład pokazuje, że warto walczyć do końca i się nie poddawać, mimo przeciwności losu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastyczny post! Ich historia jest naprawdę niezwykle ciekawa

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepiękny post i cieszę się,że mogłam poznać tę historię lepszą niż w filmie.
    Karolina Joanna

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna historia. Widać że to mądrzy ludzie,znający siebie i życie, a przede wszystkim potrafiący docenić te ważne rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  7. I mimo wszystkich przeciwności, stanowią udane małżeństwo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękna historia, piękna miłość i piękna rocznica !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Having read this beautiful story of enduring love I was reminded of this verse from the Bible. It is of course much longer and read in its entirety would still be relevant, but these last two lines says it all about true love. In his letter to the Corinthians, Paul wrote "Love bears all things, believes all things, hopes all things endures all things. Love never fails"

    Thanks for this post--it was beautiful.

    Have a Happy and Joyous New Year.

    (1 Corinthians 13:4:8)

    Sincerely,

    RW

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawa historia. Księżniczka i mąż wyglądają na bardzo szczęśliwych

    OdpowiedzUsuń