26.11.2016

"Byłam pod wrażeniem jego miłości i poświęcenia dla Holandii"


Rozmowa ma miejsce w rezydencji mera Amsterdamu, w jeden z najchłodniejszych dni w roku, pod koniec stycznia. Słońce świeci na jasnym niebie na zamarznięte kanały i zabytkowe fasady. Dzisiaj Amsterdam jest tak piękny jak w bajce. Tak jak inny słoneczny dzień: 2 lutego 2002, dzień ślubu księcia Willema-Alexandra i księżnej Máximy. "Tylko tamtego dnia było dużo cieplej", mówi mer Job Cohen, który udzielił parze ślubu cywilnego. "Było 16 stopni", mówi księżna Máxima. Ma katar, "Przepraszam, zaraziłam się moich córek". "Ale wyczuwalna temperatura to były 32 stopnie", dodaje książę Willem-Alexander ze śmiechem.

Rozmowa rozpoczyna się żywo i spokojnie. Tak minęła godzina, kiedy Willem-Alexander i Máxima, na zaproszenie mera, wrócili do wspomnień z ich ślubu i opowiedzieli o swoim życiu.

Máxima: Dla każdego pana młodego i panny młodej dzień ślubu przebiega zbyt szybko. Chcesz zachować w pamięci tak dużo chwil jak to możliwe. To był dzień z dużą ilością intymnych momentów, choć wiele osób nie było obecnych.

W-A: Pomimo, że było to publiczne wydarzenie, chcieliśmy aby był to nasz własny ślub, który oczywiście nim był. Było to trudne, ludzie chcieli go filmować i mieli aparaty w każdym miejscu.

Máxima: Co jest zrozumiałe.

W-A: Oczywiście zrozumiałe. Dzień przed mieliśmy fantastyczną imprezę w Amsterdam ArenA, gdzie pojawiło się 50 tysięcy osób. Czułem się jak w gorącej wannie. Nadało to ton następnemu dniowi. Mało spaliśmy tamtej nocy. Na Placu Dam odbywało się jedno wielkie przyjęcie. Pałac nie był wtedy odrestaurowany, więc wszystko było słychać. Całą noc ludzie śpiewali dla nas. Ale, jeśli jesteś zdenerwowany przed tak ważnym dniem, to nie stanowi żadnej różnicy.

Máxima: Nie mogłam spać.

Mer pamięta, że Máxima była bardzo zdenerwowana przed wejściem do Beurs van Berlage, gdzie odbył się ślub cywilny. "Musieliśmy poczekać chwilę. Zobaczyłem, że zdenerwowana mówisz po hiszpańsku do swoich świadków".

Máxima: Sądzę, że nie ma panny młodej, która nie denerwuje się przed swoim ślubem. Ale w moim przypadku tak było, ponieważ ludzie wokół też byli zestresowani. Moja siostra i jedna z moich najlepszych przyjaciółek mówiły: "Co zrobimy kiedy nie zrozumiemy czegoś co mamy zrobić ?" Wszystko odbywało się po niderlandzku. Odparłam: "Spokojnie". Ale ja też byłam zdenerwowana. Myślałam tylko o tym, aby ślub już się skończył...

Mer dodaje z uśmiechem: "Przecież nic nie mogło pójść źle".

Máxima: Po nim największe napięcie odeszło. Także dlatego, że zauważyłeś, że wszystko pójdzie dobrze.

W-A: To był wspaniały dzień. Tak, jak powiedziała Máxima, bardzo intymny. W momencie wejścia do kościoła, kiedy usłyszałem muzykę, czułem się, jakbyśmy byli tylko my swoje. Oczywiście, widzisz innych ludzi, ale czujesz tylko siebie razem. I z zewnątrz możesz usłyszeć okrzyki.

"Było wspaniale" - odparł mer.

W-A: Tak, wspaniale, ale równocześnie wyobrażasz sobie, że nie jesteś sam.

Máxima: To zabrzmi dziwnie, ale w tamtym momencie czułam ogromną więź z osobami, które były na zewnątrz.

Mer Cohen: Czy to nie jest przykład dla całego Twojego życia ? Z jednej strony jest wasza wspólna relacja, ale z drugiej jest relacja z światem zewnętrznym, oczywiście obecnego.

W-A: Zawsze jest różnica między tym co mamy razem a naszym życiem publicznym. Z naszą pozycją, możemy funkcjonować optymalnie, ponieważ budujemy razem i działamy w zespole.

Mer Cohen: Wiele ludzi sądzi, że najpiękniejszy moment waszego ślubu był moment w kościele, kiedy grany był piękny utwór (Adios Nonino). Wy też tak sądzicie ?

Máxima: To był długi dzień. Było wiele pięknych momentów. Także w pałacu, kiedy przemawiał mój brat...

W-A: W czasie obiadu po ceremonii.

Máxima: I mojej teściowej. Słowa księdza, twoje słowa.


Księżna Máxima pamięta przemowę mera: "Mówiłeś o naszej wyjątkowej pozycji, o szklanym domu gdzie mieszkamy, i jakie to przynosimy limity. Wyraziłeś także nadzieję, na to, że uzyskam przestrzeń do dalszego rozwijania się i zdobycia zadania, które da mi satysfakcję. Otrzymałam tę przestrzeń, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Nie koncentruję się na limitach, ale patrzę na możliwości. Mój mąż i ja wskazywaliśmy od początku co możemy zrobić ".

Mer Cohen: Nie cierpisz z powodu odpowiedzialności ministerialnej ? (premier może zostać pociągnięty do odpowiedzialności, jeśli jakiś członek rodziny królewskiej powie lub zrobi coś wbrew konstytucji)

W-A: Absolutnie nie. Ani przed sekundę nie widzę tego jako wyzwania do korzystania z ciekawych możliwości przed wzgląd na naszą pozycję.

Mer przypomina spotkanie, kiedy następca tronu przemawiał na temat gospodarki wodnej miasta Amsterdam. "Byłem pod wrażeniem pytań i odpowiedzi, które nastąpiły potem. Podczas których z entuzjazmem mówiłeś o gospodarce wodnej i opiece zdrowotnej, który jest z nią związany. Również ze względu na swoją rolę ten temat ożył w Holandii. Czy jest to co masz na myśli, że widzisz wiele możliwości, a nie limitów ?"

W-A: Dokładnie. Sądzę też, że pokazywanie, że jako żona następcy tronu masz wiele możliwości, udało mi się ją przekonać, by zrobiła krok w stronę Holandii. Ponieważ, kiedy kogoś bardzo kochasz, jeśli sądzisz, że tylko ona (miłość) stawi czoła przyszłym limitom, to nie jest to ładna perspektywa. Zawsze podaję mojego ojca za przykład. Czuł się ograniczony w związku ze swoją pozycją w Holandii. Ale faktycznie, było na odwrót. Mój ojciec pracował w niemieckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Kiedyś powiedział: "ze względu na moją funkcję w Holandii mogę być bardziej użyteczny dla innych, na przykład w temacie pomocy rozwojowej, niż jako niemiecki dyplomata czy ambasador". To samo dotyczy mnie. Gdybym nie był księciem Oranii, zapewnie byłbym 42-letnim mieszkańcem Wassenaar. Mógłbym mówić wszystko, ale tego efekt byłby ograniczony. Teraz nie mogę mówić wszystkiego, ale co mówię, zwykle ma jakiś wpływ.

Mer Cohen: Tak jak twój ojciec, książę Claus, też chcesz do tego dążyć ?

W-A: Interpretuję odpowiedzialność ministerialną jako zasady gry, których trzeba się trzymać. Każdy ma zasady w swoim życiu, których się trzyma. W ten sposób widział to mój ojciec, tak widzimy to moja żona i ja.

Książę mówi także o warsztatach "Binging" w Amsterdamie, gdzie był obecny dziś rano, w związku ze swoją funkcją w Oranje Fonds. "Było tam 200 osób ze świetnymi pomysłami łączenia różnych grup z tamtych okolic. Być obecnym i rozmawiać z tamtymi ludźmi, czuję się pewny, że obecność tam to ważna inicjatywa. To daje kolejny impuls do spotkania".


Mer chce wiedzieć, jak wygląda ich życie z masą obowiązków i małymi córkami, Amalią (6), Alexią (4) i Ariane (2). Jak sobie radzą ?

Máxima: Korzystamy ze wszystkich momentów, kiedy jesteśmy razem. Kiedy jesteśmy razem w samochodzie omawiamy rzeczy, które robimy, rozmawiamy o agendzie. To trudne, ale radzimy sobie. Jednak zawsze jest mało czasu. Sądzę, że prawdopodobnie mało rzeczy odróżnia nas od rodziców młodych rodzin z dużą liczbą obowiązków.

Mer Cohen: Kto gotuje w waszym domu ?

Máxima: Szczerze, nie gotujemy często.

W-A: Ciepłe rzeczy biorą górę. Niech żyje mikrofalówka!

Mer Cohen: Zdaje sobie z tego sprawę.

W-A: Gotujemy często podczas ferii zimowych. Większości osób nie cieszy gotowanie w wakacje, jednak z nami jest odwrotnie. Chodzimy do supermarketu, a potem gotujemy.

Mer Cohen: I są też 3 córki.

Máxima: Tak, nasze córki. Fantastyczne. Są tak wspaniałe! Jednak to wyzwanie, zorganizować im czas. Chcesz im zaoferować to co najlepsze: od lekcji skrzypiec po sport. Pływanie, tenis.

W-A: Judo, balet.

Máxima: Z innymi mamami organizuję czasem przejazdy. Inne matki też są zajęte. Czasem dzwonią do mnie z pytaniem: "Możesz odebrać moją córkę? Ponieważ wciąż jestem na spotkaniu w Zelandii". Pomagamy sobie nawzajem.

W-A: Ojcowie też sobie pomagają, chociaż mnie niż matki. Rodzinnym momentem dnia jest śniadanie.

Máxima: Nawet jeśli to oznacza, że mamy wstać wcześniej, poranne śniadanie jest dla nas święte.

W-A: Wieczorami często organizowane są oficjalne kolacje i bankiety, przez co ciężko jest nam zjeść wspólnie posiłek.


Mer Cohen: Sądzę, że w wychowaniu waszych córek jest coś argentyńskiego ?

Máxima: *potrząsa twierdząco głową* Czuję się Holenderką, właściwie nie mogę inaczej o tym myśleć. Poza tym, to nie jest duża różnica. Może fakt, że tańczymy dużo w domu, chociaż wszystkie dzieci to robią.

W-A: Kiedy się poznawaliśmy, okazało się, że pomimo tego, że wychowaliśmy się 13 tysięcy kilometrów od siebie, wyznajemy te same wartości. 

Máxima: W sprawie wychowywania myślimy tak samo. Dzieci muszą się nauczyć, że istnieją granice. Że twoja wolność kończy się tam, gdzie się zaczyna.

W-A: Nie jesteśmy rodzicami, którzy mówią: "Rób to, nie rób tego". Czasami dajemy dzieciom wolność, ale czasami musimy powiedzieć: "wystarczy". Unikamy dyskusji, tak długo jak to możliwe.

Máxima: Chodzi o przejrzystość. Dobrze komunikujesz się kiedy coś jest lub nie jest dozwolone. Próbujemy dać naszym dzieciom zaufanie oraz nauczyć ich szacunku do innych. Wierzymy też, że trzeba wierzyć w siebie i w swoje możliwości. Pozostać ciekawym. Nie być zadowolonym z pierwszej odpowiedzi, dociekać.

W-A: Kiedy moja matka jest w telewizji jest królową. W naszym domu nigdy o tym nie rozmawiamy, jest po prostu babcią.

Mer Cohen: Jak znoszą sesje zdjęciowe dla prasy, taką jak w zeszłym roku na plaży ?

Máxima: To był proces. Pamiętam jak za pierwszym razem Amalia wcale się nie uśmiechała. Na następną przygotowałam ją i teraz wie, że to jest jego częścią.

W-A: Co powiedziała Amalia Ariane na plaży ?

Máxima: Ariane nie miała pojęcia oczywiście, po prostu spacerowała ze swoimi siostrami. Ale Amalia powiedziała jej: "Nie martw się, musisz się tylko uśmiechać. Po tym możemy się znowu bawić". Oczywiście, każdy potem miał z tego ubaw.


Mer robi się coraz bardziej ciekawy.

Mer Cohen: W związku z obowiązkami, o których rozmawialiśmy, jak patrzycie na to co nazywam przygodą mozambijską (LINK) ?

W-A: Uważam, że dom wakacyjny nie powinien być tak wielką dyskusją publiczną. Kiedy to wszystko się wydarzyło i stało się jasne, jak wrażliwy to temat, pożegnaliśmy się z tym projektem. Było trudno, byliśmy zaangażowani w projekt od kilku lat. Ale znowu: nasza praca w i dla Holandii jest ważniejsza. Więc to jest konsekwencja.

Máxima: Byłby to nasz dom wakacyjny, ale byłby równie ważny dla ludzi, którzy tam mieszkają. Mogliby skorzystać z projektu.

Mer Cohen: Czytam właśnie w gazetach, że jesteście zajęci domem wakacyjnym w Argentynie ?

W-A: Nie, to nieporozumienie, nie jesteśmy zajęci domem wakacyjnym w ogóle.

Mer Cohen: Jak dowiedziałaś się i odkryłaś Amsterdam ?

Máxima: Wiedziałam, że Amsterdam to piękne miasto ze wspaniałymi muzeami. Teraz wiem o Amsterdamie dużo więcej. Nie tylko muzea, ale także ze względu na Oranje Fonds obrzeża i ekonomiczna strona miasta.

W-A: Amsterdam był częścią mojego życia w młodości. W wieku 21 lat, odbyłem tutaj 3-dniową wizytę. Częścią z nich było to, że towarzyszyłem w nocy policjantom. Zobaczyłem wtedy dużo problemów. Ponieważ miałem przyjaciół, studiujących tam, byłem tu często. Nie tylko za dnia. Ale w tamtych dnia naprawdę czułem się częścią tego miasta. Teraz jestem często w Amsterdamie, ze względu na konferencje i spotkania. Z przyjemnością oprowadzam królewskich gości po Amsterdamie, wtedy możemy pokazać im to miasto. Więc, robię dużo w Amsterdamie, ale niestety nie tak dużo jak rodowici "amsterdamczycy".

Ostatnie pytanie. Co książę i księżna podziwiają w sobie nawzajem ?

Máxima: Kiedy poznałam mojego męża byłam pod wrażeniem jego miłości i poświęcenia dla Holandii. To naprawdę przypadło mi do gustu. Chyba nawet jest zaraźliwe. Podziwiam również jego siłę woli, na wielu obszarach. Oczywiście jest też bardzo, bardzo słodkim ojcem.

W-A: Moment, kiedy przemieniłem się w człowieka zakochanego, w człowieka, którzy widział, że jesteśmy stworzeni dla siebie, był wtedy, gdy Máxima wskazała mi moje słabe punkty. "Pomyśl o tym, albo o tamtym". Pomogła mi stać się lepszą osobą. Zauważyłem to dość szybko. Mogłem reagować niecierpliwie, kiedy ludzie kwestionowali naszą relację. Máxima była w stanie powiedzieć: "Nie odwracaj się od tamtych ludzi. Jeśli mają wątpliwości, to znaczy, że dają one prawo do zadawania pytań. Razem pozbędziemy się ich. Udowodnij, że są nie w porządku".

Mer Cohen: Daje ci ogromne wsparcie.

W-A: Nawet więcej. Jest komplementarna. Ktoś może powiedzieć: "Nie zgodzę się z tobą od razu". Ktoś kto może zadawać krytyczne pytania o rzeczy, które uważam za normalne, ponieważ całe życie mieszkam w Holandii. Ale ponieważ to pytanie o nią powiem znowu. Ona mnie uzupełnia. Przez to stałem się silniejszy jako jednostka, ale jako para również staliśmy się silniejsi. Razem potrafimy budować. I kiedy jesteśmy razem w piątkę, jest oczywiście wspaniale. Cieszymy się z tego. Może to zabrzmi staroświecko, ale nie ma w tym nic złego.


Wywiad pary królewskiej (książęcej) dla magazynu 'Margriet' w 2010.

7 komentarzy:

  1. Ale się napracowałaś.Świetnie było wrócić do czasów,gdy byli jeszcze parą książęcą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widać, że bardzo sie kochają i to mnie to nich własnie tak przekonuje.
    Wspaniała notka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna notka super się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wywiad! Bardzo dziękuję za wstawienie go, świetnie się czytało. Najbardziej spodobały mi się słowa o wpływie, jaki dzięki swojej pozycji mogą wywierać członkowie rodziny królewskiej. My co prawda możemy powiedzieć wszystko, ale nasz wpływ jest niewielki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny wywiad i szczery. Lubię takie. Dzięki niemu można jeszcze bardziej poznać Maximę i Willema :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super wywiad. Cieszę sie, że mogłam go przeczytać. MAxima i WA pokazali jak bardzo są spontaniczni i poruszyli ważne kwestie- dzięki swojej pozycji mogą zwrócić uwagę na problemy.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia