07.01.2018

Artykuł: Król pilot, królowa bankier, czyli dom panujący w Holandii

/Patrick Van Katwijk /DPA /LANDOV

Para królewska ma trzy córki, z których najstarsza, Amalia, jest następczynią tronu. Robią wrażenie szczęśliwej rodziny - nigdy nikt nie słyszał nawet plotek na temat zdrad, kłótni, cichych dni.

,,Moja żona jest dla mnie wszystkim. Zawdzięczam jej mój do i moje szczęśliwe dzieci", mówił wzruszony król Wilhelm Aleksander w telewizyjnym wywiadzie. Nie próbował też powstrzymywać łez, gdy wspominał tragicznie zmarłego brata i gdy mówił o stracie, jaką była śmierć Friso dla ich matki, królowej Beatrycze. I jak tu nie kochać takiego króla? - mówią Holendrzy.

Henryk III Nassau-Breda, mąż księżniczki Klaudii Chalon-Orange. To od jej rodowego nazwiska pochodzi nazwa dynastii orańskiej./Autorem portretu księcia jest Jan Gossard, zdjęcie pochodzi z Wikipedii
Ale nie zawsze tak było. Zanim poznał obecną żonę, młody książę nieraz zaskakiwał Holendrów hulaszczym życiem i ostrym językiem; jako student zyskał nawet przydomek Prins-pils, co można tłumaczyć jako Książę-pilzner. Stateczni Holendrzy martwili się nie na żarty, czy aby następca tronu sprosta wielkiej historii dostojnej dynastii.

A początek dynastii Oranje-Nassau, panującej w Holandii od 1815 roku, dało w XVI wieku małżeństwo niemieckiego księcia Henryka III Nassau-Breda i francuskiej księżniczki Klaudii Chalon-Orange (po niderlandzku Oranje). Jednak pierwszym księciem, który przyjął tytuł Oranje-Nassau, był Wilhelm I Orański, kuzyn zmarłego bezpotomnie syna niemiecko-francuskiej pary. Przydomek ,,orański" pochodzi od tytułu francuskiej księżniczki i oznacza kolor pomarańczowy. Stąd właśnie narodowe barwy Holendrów. Mimo że flaga Królestwa Niderlandów to barwy czerwony, niebieski i biały, właśnie pomarańczowy uważany jest za holenderski symbol. Stroje w tym kolorze najchętniej noszą holenderscy sportowcy, a każdy Holender stara na sobie jakiś pomarańczowy akcent w dniu święta narodowego, które jest tu ruchome i przypada w dniu urodzin aktualnego monarchy.

Wilhelm I Orański, zwany Cichym. /Autorem portretu jest Adriaen Thomas Grey, zdjęcie pochodzi z Wikipedii
Panująca w Holandii dynastia nie zdobyła tytułu w wyniku krwawych wojen i wycięcia innych konkurentów. Do włożenia korony namówili Wilhelma Fryderyka Oranje-Nassau sami Holendrzy. W 1815 roku ogłosił się królem Wilhelmem I.

Od samego początku dynastia Oranje-Nassau nie utrzymywała specjalnie bliskich kontaktów ani z Kościołem katolickim, a ni z protestanckim. Ten rozdział Kościoła od państwa do dziś symbolizuje całkowicie świecka uroczystość koronacji, a raczej przejęcia panowania. Król Wilhelm Aleksander Przysięgał na wierność holenderskiej Konstytucji, a nie przed Bogiem i historią. Holenderski władca ie jest pomazańcem bożym, ale głową państwa, jak prezydent w ustroju republikańskim. Swój urząd sprawuje więc bliżej ludzi i sam uważa się za sługę narodu, a nie jego władcę.

Królowa Wilhelmina z królową matką Emmą Waldeck-Pyrmont i księżniczką Julianą/Pinterest
Wilhelm Aleksander jest pierwszym holenderskim królem od 120 lat. Przed nim panowały trzy kobiety - Wilhelmina, Juliana i Beatrycze - jego matka. Wszystkie jeszcze za życia przekazały panowanie następcom, zrzekając się korony.

Juliana już jako królowa wraz z mężem, księciem Bernhardem, i córkami Krystianą, Beatrycze, Ireną i Małgorztą/Pinterest
Babka obecnego króla, królowa Juliana, wyszła za mąż w 1937 roku za niemieckiego arystokratę Bernharda von Lippe-Biesterfeld, pochodzącego z wschodnich krańców Prus, dziś należących do Polski. Przyszły królewski małżonek urodził się we wsi Wojnowo (Reckenwalde), a królewska para pojechała w podróż poślubną do Polski - mieszkali w należącym do Jana Kiepury hotelu Patria w Krynicy Górskiej oraz w Zakopanem. Szybko jednak sielanka poszła w zapomnienie, gdy okazało się, że książę Bernhard był członkiem NSDAP, ale w dodatku służył w oddziałach SS. Wielu Holendrów uważało wtedy, że czas skończyć z rodziną królewską, skoro może być źródłem aż takich problemów. Jednak książę odzyskał sympatię Holendrów, gdy podczas wojny, przebywając z całą rodziną królewską na uchodźstwie w Londynie, mocno zaangażował się w organizowanie holenderskiego ruchu oporu (wbrew dość powszechnym w Polsce przekonaniom, był on rozbudowany, a w różnych, także militarnych, działaniach przeciwko Niemcom brała udział duża część Holendrów), a także dowodził utworzoną przez siebie holenderską armią, która weszła w skład struktur alianckich.

Królowa Beatrycze, matka króla Wilhelma Alexandra/Belga Image
Beatrycze, córka Juliany, także wyszła za Niemca - Clausa von Amsberga. On również wywołał skandal, gdy wyszło jaw, że w młodości należał do Hitlerjugend. Wzburzeni tym antyrojaliści zakłócali uroczystości ślubne okrzykami ,,Claus raus!". Jednak książę powoli zyskiwał sympatię poddanych, a kupił ich już całkiem, gdy podczas publicznego przemówienia zerwał z szyi krawat i ogłosił, że czas być na luzie!

Po skandalach z nazistowską przeszłością królewskich małżonków, problemy królowej Maximy, żony Wilhelma Aleksandra, wydają się zupełnie bez znaczenia.

Obecnie panujący król z małżonką, księżną Maximą
Kiedy 18 lat temu następca tronu przedstawił narodowi swoją narzeczoną, Holendrzy docenili jej urodę, ale już rodzina, z jakiej pochodzi, wzbudziła spore wątpliwości. Ojcem Maximy jest Jorge Zorreguieta - minister rolnictwa w rządzie Jorge Rafaela Videli, argentyńskiego dyktatora oskarżonego o o zbrodnie przeciwko ludzkości. W demokratycznym kraju takie dziedzictwo musiało być obciążeniem. Jednak gdy królowa Beatrycze zrobiła sobie z narzeczonymi zdjęcie, Holendrzy uznali, że nie ma co winić dzieci za grzechy ojców i dali nowej księżnej kredyt zaufania, a parlament wyraził zgodę na ślub, na który jednak ojciec panny młodej nie otrzymał zaproszenia. Wysoka, zgrabna, piękna blondynka o promiennym uśmiechu szybko zyskała sporo sympatii. Szybko też okazało się, że jest nie tylko uroczą dziewczyną, ale inteligentną, aktywną kobietą, dobrze wykształconą ekonomistką, która błyskawicznie nauczyła się trudnego języka swej nowej ojczyzny, wspiera swojego męża zawsze i wszędzie, a po za tym jest doradcą ONZ ds. kampanii na rzecz większej dostępności usług finansowych dla ludzi ubogich. Kiedy akt abdykacji podpisała królowa Beatrycze, nowy król miał już szacunek i sympatię poddanych jako stateczny mąż i ojciec oraz poważna postać życia publicznego. Wielu Holendrów uważa, że to Maxima pomogła rozwichrzonemu księciu dorosnąć do przeznaczonej mu poważnej roli. Para królewska ma trzy córki, z których najstarsza, Amalia, jest następczynią tronu. Robią wrażenie szczęśliwej rodziny - nigdy nikt nie słyszał nawet plotek na temat zdrad, kłótni, cichych dni. Księżniczki chodzą do zwykłych szkół, a jeżdżą do nich oczywiście rowerami, co jest w Holandii powszechne.

Para królewska w klasztorze Hieronimitów w Lizbonie, gdzie znajduje się grób poety Luisa Vaz de Camoesa./Belga Image
Rzecz jasna, rodzina królewska jest utrzymywana przez państwo i żyje na poziomie odpowiadającym ich pozycji, co kosztuje podatników ok. 40 mln euro rocznie. Sama roczna pensja pary królewskiej to ok. 7 mln euro. Mają do dyspozycji kilka pałaców - remontowany właśnie Soestdijk, gdzie urodziła się królowa Beatrycze, uroczy Eikenhorst, gdzie mieszkają Maxima i Wilhelm Aleksander z córkami, nie licząc wielkich pałaców w Amsterdamie czy Hadze, które pełnią jednak funkcję wyłącznie ceremonialną. Członkowie rodziny królewskiej mają też spory majątek prywatny. Ten należący do królowej Beatrycze szacuje się na 800 mln euro. Nic więc dziwnego, że niemal co roku powraca holenderskiego parlamentu dyskusja, którą można podsumować pytaniem: ,,Czy stać nas na monarchię?". Jak na razie efektem kolejnych debat jest ograniczenie wpływu monarchy na życie polityczne. Po raz pierwszy po zeszłorocznych wyborach to nie panujący wskazywał kandydata na premiera, ale nowo wybrany parlament. Sam król widzi swą rolę głównie w reprezentowaniu kraju na zewnątrz, wspieraniu różnorodnych społecznych akcji i byciu z Holendrami w trudnych chwilach, jak np. podczas lądowania samolotu ze szczątkami ofiar zestrzelonego nad Ukrainą czy na holenderskich wyspach karaibskich we wrześniu tego roku, po przejściu huraganu Irma.

Holenderska rodzina panująca w letniej rezydencji w Toskanii/Belga Image
Poza obowiązkami publicznymi członkowie rodziny królewskiej mają też, rzecz jasna, własne życie. Miłość do nart najmłodszego syna królowej Beatrycze, Friso, stała się przyczyną rodzinnej tragedii - podczas zjazdu w austriackich Alpach książę miał wypadek, po którym przez kilka miesięcy leżał w śpiączce i nigdy się z niej już nie obudził. To o nim właśnie Wilhelm Aleksander nie potrafi mówić inaczej niż ze łzami w oczach.

A sam król ma niezwykłe hobby. Niedawno Holendrzy dowiedzieli się, że otrzymał licencję pilota samolotów pasażerskich. Żeby ją zdobyć pilotował incognito maszyny KLM (bądź co bądź to Królewskie Linie Lotnicze). Jeśli zdarzało się wam podróżować samolotem KLM w ciągu kilku ostatnich lat, to kto wie, może waszym pilotem był właśnie Jego Królewska Mość Willem-Alexander Claus George Ferdinand Amsberg, łaskawie panujący król Niderlandów?

Król jako pilot KLM, holenderskich linii lotniczych/Natascha Libbert
***

Jest to artykuł z miesięcznika Skarb numer 12/2017 autorstwa Agaty Chrościckiej. Za wszelkie błędy w nim nie są odpowiedzialne autorki bloga.

4 komentarze:

  1. Łał,jaki długi artykuł w polskiej prasie !

    OdpowiedzUsuń
  2. Artykuł jest całkiem nieźle napisany jak na polskie warunki, znajomość RK i dziennikarstwo.;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny artykul!

    OdpowiedzUsuń

Publikując komentarz zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych, takich jak nazwa użytkownika czy adres e-mail, zgodnie z rozporządzeniem art. 6 ust. 1 lit. a RODO. Dane te są przetwarzane w celu opublikowania komentarza na blogu oraz do celów statystycznych.